www.ulm-neu-ulm.pl - Profesjonalne urządzenia dla gastronomii.

Menu

  • GastroPorady
  • Współpraca
  • Serwis
  • Projekt technologii
  • Referencje
Piec konwekcyjno parowy Rational SelfCookingCenter whitefficiency












Baner
             

Picie Coli to obciach!

Nie ma u nas zgody na byle jakie jedzenie. Kiedy raz w sklepiku pojawiły się słodkie szyszki z ryżu, dzieci same mi o tym doniosły i szyszki zniknęły. Na przerwach dzieci chrupią marchewki, same wyciskają soki z cytrusów i komponują kanapki. To jedyna w Polsce szkoła, która bierze udział w projekcie European Schools for Healthy Food. - Nie chcemy śmieciowego jedzenia - mówią nauczyciele i uczniowie z państwowej szkoły podstawowej w Kiełczowie pod Wrocławiem. Szefowa szkolnej kuchni i sklepiku Krystyna Piejko codziennie sama obiera kilka kilogramów marchwi. Schłodzona marchewka po 10 gr jest szkolnym hitem. - Dzieciaki ją uwielbiają, biorą garściami - śmieje się pani Krystyna.

 

Za złotówkę w sklepiku można kupić jabłko, gruszkę lub pomarańczę. Za 2 zł - kanapkę według własnej kompozycji, dzieci same wybierają: pomidor, ser, ogórek i inne dodatki. Jeśli czipsy, to tylko z buraków, pomidorów i jabłek. Żadnych kolorowych gazowanych napojów, wyłącznie woda mineralna. Nie ma tu cukierków, tostów i żelków, za to w sklepowym okienku stoi doniczka pachnącej mięty. Wszystkie warzywa i część owoców są od dostawcy z sąsiedniej wsi. Na ścianach wiszą przepisy na krokodyla z ogórka, łódki z jajek i hasło: 'Jedz lokalnie, myśl globalnie'.

Własne soki, własny jogurt

Kiełczowskie dzieci z klas V i VI zawiązały klub obrońców smaku i co tydzień robią 'piątki ze smakiem' - tego dnia dzielą się rodzinnymi przepisami, pieką ciastka, piernik z powidłami, robią sałatki i jeże z warzywnych szaszłyków wbitych w kapustę. Ostatnio przyniosły po jabłku i pomarańczy. Wycisnęły świeży sok i 200 kubków sprzedały na przerwie po złotówce, a zysk oddały dla kolegów chorych na mukowiscydozę.

W 'smaczne piątki' uczą się, jak odróżnić dobre jedzenie od bezwartościowego - na warsztatach smaku degustują na przykład sery. Albo same kwaszą mleko i przygotowują jogurt. Zwiedzają też lokalne wytwórnie. - Byliśmy w sąsiedniej wsi w rodzinnej piekarni, widzieliśmy, jak powstaje chleb, i nawet sami piekliśmy bułki - opowiada Rafał z III klasy. - A na wycieczce w Toruniu poznaliśmy XVI-wieczny przepis na pierniki i potem robiliśmy podobne! - dodaje 10-letnia Natalia.

W grudniu do szkoły przyszła babcia Julki, żeby opowiedzieć o kluskach z makiem i innych pysznościach. Miesiąc później dzieci zaprosiły także inne babcie - upiekły dla nich ciastka i obdarowały je zapachowymi saszetkami z cynamonu i suszonych owoców.

Neapolitańska zawsze w wazie

Szkołę w marcu odwiedzili Włosi ze Slow Food, międzynarodowej organizacji non profit, która promuje m.in. dobre jedzenie, niespieszny tryb życia, lokalne specjały i małych producentów. Skupia już 100 tys. osób na całym świecie. To Włosi wymyślili program European Schools for Healthy Food, do którego należy 13 szkół w Europie, m.in. we Francji, w Belgii, Irlandii, Hiszpanii. A teraz również kiełczowska szkoła w Polsce. Program ten zakłada poprawę jakości szkolnych posiłków, nawiązanie do lokalnych tradycji i kulturę jedzenia. Ważny jest szacunek dla środowiska, więc preferuje się korzystanie z lokalnych produktów - to nie wymaga przywożenia ich z daleka i zmniejsza problem, w co i jak żywność pakować. Jedzenie ma być smaczne, urozmaicone, sezonowe i świeże, bez wysoko przetworzonych 'gotowców'. - Posiłki powinny działać na zmysły i budzić emocje - mówi Annalisa D'Onorio ze Slow Foodu. - Ma być przyjemnością, a nie koszmarem.

W niektórych włoskich szkołach korzysta się wyłącznie z produktów od lokalnych producentów; uczniów i ich rodziny zaprasza się okazjonalnie do wspólnego gotowania. - Rodzice mailem dostają informacje, co dzieci jedzą danego dnia, dlaczego wybrano właśnie takie jajka, jakiej rasy są kury, jak są chowane i skąd pochodzą pomidory na sos - opowiada Rita Guidetti ze Slow Foodu. - W przyszkolnych ogródkach uczniowie sami sadzą sałatę i pietruszkę. Dzięki temu chętnie sięgają potem po zieleninę, warzywa - dodaje.

Kiełczowska podstawówka jest jedyną w Polsce, która zbliża się do włoskiego ideału. - Kiedy byłam we Włoszech, usłyszałam o tym pomyśle i postanowiłam wprowadzić go u siebie - mówi Joanna Lejza, dyrektorka Szkoły Podstawowej im. Wandy Chotomskiej w Kiełczowie. Warunkiem było posiadanie szkolnej stołówki, korzystanie z lokalnych dostawców, uczenie dzieci zdrowego stylu życia.

Dyrektorka przyznaje, że niektórzy rodzice zupełnie nie interesują się, co i czy w ogóle ich dziecko jada w szkole. - Dają rano kilka złotych, za co dzieci kupują czasem byle co. Rodzice nie zdają sobie sprawy, jak silny związek jest między tym, co jada dziecko, a jego wynikami w nauce i zachowaniem. Jest coraz więcej dowodów, że nafaszerowane barwnikami i konserwantami reklamowane pseudoprzysmaki nasilają nadpobudliwość u dzieci - mówi dyrektorka.

W szkole codziennie gotuje się świeże zupy (ulubiona jest neapolitańska z serem) i podaje surówki, najchętniej z sezonowych warzyw. Zupa jest zawsze w wazie, dzieci jedzą tyle, na ile mają ochotę. - Niektórzy rodzice wstydzą się zgłaszać do pomocy społecznej, więc kilkorgu dzieciom za obiady płaci szkolne koło Caritas - dodaje pani Joanna, która stworzyła stołówkę przed trzema laty, kiedy została dyrektorką.

Na 240 szkół podstawowych w powiecie wrocławskim tylko w 82 są stołówki. Z tego jedynie w 49 gotuje się obiady, reszta korzysta z cateringu. - Takie jedzenie z masowej produkcji przywożone z drugiego końca miasta jest już letnie, w dodatku dzieci jedzą z plastikowych naczyń. Ale dla szkół tak jest wygodniej: nie muszą się martwić o utrzymanie kuchni, opłacenie personelu - mówi Czesława Bigaj z wrocławskiego sanepidu. - W gimnazjach stołówek prawie wcale nie ma - dodaje.

Ślimak za ślimakiem

W Kiełczowie na szkolnych oknach i na tablicach widać kolorowe ślimaki. To logo Slow Food, symbol niespiesznego życia odbieranego wszystkimi zmysłami, delektowania się smakami. W szkołach z European Schools for Healthy Food edukację smaku włącza się do programu nauczania, więc na godzinach wychowawczych kiełczowskie dzieci rozmawiają o starannym jedzeniu, a na lekcjach polskiego analizują przysmaki z 'Pana Tadeusza'.

Elwira z VI klasy przekonała tatę, żeby przestał się spieszyć i jadać byle co w mieście. - Teraz jada kolacje w domu, na spokojnie - mówi z dumą. Natalia z VI klasy: - Czasem przychodzi ochota na coś słodkiego, ale nie jemy już byle jak, jak kiedyś. Czipsy nie wchodzą w grę.

Joanna Kowalczuk, anglistka, zaproponowała eksperyment: uczniowie zrobili hamburgera ze świeżego mięsa i sałaty. Postawili go potem na szkolnej półce obok hamburgera z baru i obserwowali, jak się 'starzeją'. Kanapka domowa dość szybko pokryła się pleśnią, natomiast ta z baru przez kilka dni wyglądała jak z plastiku. - Takie przykłady skuteczniej docierają do dzieci niż gadanie - mówi nauczycielka.

 

- Nie ma u nas zgody na byle jakie jedzenie. Kiedy raz w sklepiku pojawiły się słodkie szyszki z ryżu, dzieci same mi o tym powiedziały i szyszki zniknęły. U nas picie coli to obciach - śmieje się dyrektorka. - Przy okazji pojawiło się coś jeszcze: podczas wyjść do piekarni czy wspólnego gotowania uczniowie i nauczyciele się integrują. Za kilka dni przy szkole powstanie ogródek, w którym dzieci będą hodować szczypiorek i rzodkiewkę, a jadłospis i przepisy pojawią się na stronie internetowej.

Byle słodko, kolorowo

- Szkolne sklepiki to dramat - uważa Jacek Szklarek, szef polskiego Slow Food. - Wielkie koncerny spożywcze wiedzą, że wśród uczniów mają wdzięcznych odbiorców, więc sklepiki są pełne batonów i kolorowych napojów. - Jeśli kiełczowski model się sprawdzi, chcielibyśmy, żeby stał się wzorem dla innych szkół w Polsce. Kulturę jedzenia i bogactwo smaków trzeba pokazywać jak najwcześniej. Zwłaszcza że dzieci lepiej identyfikują smaki niż dorośli. Być może uda nam się wychować pokolenie, które będzie odżywiało się lepiej niż my teraz. W Polsce jada się pangę zamiast śledzia czy bellony; zapomnieliśmy o gęsinie, z której słynął nasz kraj, i o starych, znakomitych odmianach jabłek.

Czesława Bigaj z sanepidu sprawdziła szkolne sklepiki: gimnazjaliści wybierają markowe słodycze, dla dzieci z podstawówek najważniejsze jest to, żeby było słodko i kolorowo. - Lizaki, proszki w rurkach, czipsy, żelki, nawet słodki żel sprowadzany z Chin - wylicza. - Rodzice zwykle się tym nie interesują, podobnie jak dyrektorzy szkół, którzy mogliby w umowie dzierżawnej zabronić najemcom sprzedawania śmieci - kwituje. - Czy nie można by wszędzie sprzedawać marchewki jak w Kiełczowie?

Źródło: Aneta Augustyn, Wysokie Obcasy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rational Zielona Góra, Rational Gorzów, Rational Szczecin, Rational Lubuskie, Hamilton Beach Lubuskie, Rational serwis, Gorzów Wielkopolski, Zielona Góra, FruitCup, Pokaz kawowy, Pokazy koktajlowe lubuskie, pokazy koktajlowe Gorzów, pokazy koktajlowe Zielona Góra, Rational Service Partner, Hamilton Beach Zielona Góra, Hamilton Beach pokazy, Hamilton Beach prezentacje, Rational Serwis, Serwis gastronomiczny, Serwis urządzeń, Urządzenia gastronomiczne, Ekspresy do kawy, Lavazza Zielona Góra, Ekspresy Zielona Góra, Hamilton Beach Gorzów Wlkp, Hamilton Beach Szczecin, Hamilton Beach Poznań, Rational Szczecin, urządzenia gastronomiczne Zielona Góra, Urządzenia Gastronomiczne Lubuskie, Urządzenia Gastronomiczne Serwis, Serwis 24h, Zielona Góra Ulm-Neu-Ulm 

Załączniki

« powrót

  • o firmie
  • aktualności
  • realizacje
  • nowości techniczne
  • serwis
  • projekt technologii
  • referencje
  • promocje
  • haccp
  • sklep on-line
  • kontakt


realizacja: InfoTerra